Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mąka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 września 2011

tarta porowo-brokulowa


tarta porowo-brokulowa

ciasto:
3 szkl. mąki
1 zimna margaryna
3 łyżki oliwy
szczypta soli
1/2 szklanki lodowatej wody

nadzienie:
1 biala czesc pora
1/3 brokula
wedlinka (boczek albo salami...)
1/2 kubka smietany
1 jajko
6-10 plastrow sera zoltego
sol, pieprz

wykonanie:
mąkę mieszamy z oliwa i posiekana zimna margaryna, dolewany stopniowo wode, dodajemy sol. wcieramy az zrobi sie jednolita kula, ale nie za dlugo, bo sie margaryna zacznie topic Smile
ciasto kladziemy do lodowki na pol godziny (moze byc dluzej, na noc albo mozna ciasto zamrozic i uzyc pozniej)
w miedzyczasie wedlinke podsmazamy razem z porem, a brokula gotujemy. z sera, jajka, smietany i przypraw robimy gluta.
ciasto wyciagamy z lodowki, wykladamy nim wytluszczona forme ceramiczna do tart. nakluwamy widelcem. mozna ciasto lekko popiec, to mniejsze ryzyko zakalca. na ciasto nakladamy pora, wedlinke, brokula podzielonego na kostke. polewamy to sosikiem.
wstawiamy do goracego (200 stopni) piekarnika na 30 minut.
Voila!
mniam Very Happy

poniedziałek, 27 września 2010

ciasto cytrynowe

Składniki:
8 jajek (zostają z tego 3 białka)
1 szklanka mąki tortowej
2 i 1/3 szklanki cukru
1-2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 cytryny, możliwie soczyste
mączka ziemniaczana
wiórki kokosowe (najlepsze są te grubo zmielone)

Najpierw trzeba zrobić biszkopt z 5 jajek, mąki i 1 szklanki cukru: ubijamy na sztywno białka z cukrem, do ubitych dodajemy żółtka, ubijamy dalej, jakieś dobre 20 minut, żeby rozpuścił się cukier i masa była puchata (bo to biszkopt). Na koniec wsypujemy do masy mąkę i lekko, delikatnie! mieszamy, tak żeby ciasto nie oklapło (biszkopt!). Jeśli trochę oklapło, trzeba dać te dwie łyżeczki proszku, jeśli wciąż jest puchate, wystarczy jedna - sprawdzone dziś. (Ortodoksy, jak moja bratowa, w ogóle proszku nie dają.) Wlewamy na wyłożoną pergaminem blachę, względnie niewielką, bo ciasto powinno być wysokie (będziemy je przekładać masą). Pieczemy w 180 st.C aż wyrośnie i się lekko przyrumieni - nam, bez termoobiegu, zajęło to nieco ponad pół godziny. Pod żadnym pozorem nie wolno uchylać drzwiczek piekarnika w trakcie pieczenia, bo oklapnie (biszkopt!!!).

Kiedy ciasto stygnie, bierzemy się za masę: trzeba zagotować 3,5 szklanki wody z 1 i 1/3 szklanki cukru. Dwie cytryny wyszorować i otrzeć z nich skórkę. W kubeczku mieszamy 3 żółtka, sok z 4 cytryn i 5 łyżek mąki ziemniaczanej, niezbyt kopiastych, ale i nie całkiem plaskatych. Dalej tak, jak z kisielem z torebki: jak woda z cukrem zagotuje się, wlewamy miksturę z kubka i mieszamy do zagotowania, lewą ręką dorzucając startą skórkę. Jak kisiel zrobi BUL BUL, zdejmujemy z ognia.

Przestudzone ciasto przecinamy nicią albo ostrym nożem (my z Mamcią rozkawałkowałyśmy na 3 części i każdąśmy rozcinały osobno). Smarujemy masą cytrynową: grubo w środku i cienko po wierzchu. Całość posypujemy wiórkami kokosowymi (my lubimy grubo, więc zeszła cała paczka).

I teraz przed nami najtrudniejsze Devil
odkładamy na noc do lodówki Devil
bo bezpośrednio po zrobieniu ciasto jest suche, musi trochę się przegryźć i nasiąknąć kisielem. Następnego dnia smakuje nieziemsko dobrze.