Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kokos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kokos. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 kwietnia 2012
złom
Etykiety:
bakalie,
cukier,
herbatniki,
kakao,
kokos,
margaryna,
mleko w proszku,
morele,
orzechy włoskie,
rodzynki,
żurawina
sobota, 7 kwietnia 2012
Sernik z kokosem i polewą
- 1 kg twarogu półtłustego lub tłustego, zmielonego przynajmniej dwukrotnie
- 6 jajek
- 125 g masła
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- cukier waniliowy
- 1 szklanka cukru
- aromat
- bakalie
Żółtka ubić z cukrem i cukrem waniliowym do białości. Stopniowo dodawać twaróg, dalej ubijając, masło, mąkę i aromat. Wmieszać bakalie. Z białek ubić pianę i delikatnie wymieszać z masą.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 50 minut.
Składniki na piankę:
- 6 białek
- 1/2 szklanki cukru
- 100 g wiórków kokosowych
Składniki na polewę czekoladową:
-
100 g gorzkiej/deserowej czekolady
-
60 g masła
poniedziałek, 27 września 2010
ciasto cytrynowe
Składniki:
8 jajek (zostają z tego 3 białka)
1 szklanka mąki tortowej
2 i 1/3 szklanki cukru
1-2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 cytryny, możliwie soczyste
mączka ziemniaczana
wiórki kokosowe (najlepsze są te grubo zmielone)
Najpierw trzeba zrobić biszkopt z 5 jajek, mąki i 1 szklanki cukru: ubijamy na sztywno białka z cukrem, do ubitych dodajemy żółtka, ubijamy dalej, jakieś dobre 20 minut, żeby rozpuścił się cukier i masa była puchata (bo to biszkopt). Na koniec wsypujemy do masy mąkę i lekko, delikatnie! mieszamy, tak żeby ciasto nie oklapło (biszkopt!). Jeśli trochę oklapło, trzeba dać te dwie łyżeczki proszku, jeśli wciąż jest puchate, wystarczy jedna - sprawdzone dziś. (Ortodoksy, jak moja bratowa, w ogóle proszku nie dają.) Wlewamy na wyłożoną pergaminem blachę, względnie niewielką, bo ciasto powinno być wysokie (będziemy je przekładać masą). Pieczemy w 180 st.C aż wyrośnie i się lekko przyrumieni - nam, bez termoobiegu, zajęło to nieco ponad pół godziny. Pod żadnym pozorem nie wolno uchylać drzwiczek piekarnika w trakcie pieczenia, bo oklapnie (biszkopt!!!).
Kiedy ciasto stygnie, bierzemy się za masę: trzeba zagotować 3,5 szklanki wody z 1 i 1/3 szklanki cukru. Dwie cytryny wyszorować i otrzeć z nich skórkę. W kubeczku mieszamy 3 żółtka, sok z 4 cytryn i 5 łyżek mąki ziemniaczanej, niezbyt kopiastych, ale i nie całkiem plaskatych. Dalej tak, jak z kisielem z torebki: jak woda z cukrem zagotuje się, wlewamy miksturę z kubka i mieszamy do zagotowania, lewą ręką dorzucając startą skórkę. Jak kisiel zrobi BUL BUL, zdejmujemy z ognia.
Przestudzone ciasto przecinamy nicią albo ostrym nożem (my z Mamcią rozkawałkowałyśmy na 3 części i każdąśmy rozcinały osobno). Smarujemy masą cytrynową: grubo w środku i cienko po wierzchu. Całość posypujemy wiórkami kokosowymi (my lubimy grubo, więc zeszła cała paczka).
I teraz przed nami najtrudniejsze
odkładamy na noc do lodówki
bo bezpośrednio po zrobieniu ciasto jest suche, musi trochę się przegryźć i nasiąknąć kisielem. Następnego dnia smakuje nieziemsko dobrze.
8 jajek (zostają z tego 3 białka)
1 szklanka mąki tortowej
2 i 1/3 szklanki cukru
1-2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 cytryny, możliwie soczyste
mączka ziemniaczana
wiórki kokosowe (najlepsze są te grubo zmielone)
Najpierw trzeba zrobić biszkopt z 5 jajek, mąki i 1 szklanki cukru: ubijamy na sztywno białka z cukrem, do ubitych dodajemy żółtka, ubijamy dalej, jakieś dobre 20 minut, żeby rozpuścił się cukier i masa była puchata (bo to biszkopt). Na koniec wsypujemy do masy mąkę i lekko, delikatnie! mieszamy, tak żeby ciasto nie oklapło (biszkopt!). Jeśli trochę oklapło, trzeba dać te dwie łyżeczki proszku, jeśli wciąż jest puchate, wystarczy jedna - sprawdzone dziś. (Ortodoksy, jak moja bratowa, w ogóle proszku nie dają.) Wlewamy na wyłożoną pergaminem blachę, względnie niewielką, bo ciasto powinno być wysokie (będziemy je przekładać masą). Pieczemy w 180 st.C aż wyrośnie i się lekko przyrumieni - nam, bez termoobiegu, zajęło to nieco ponad pół godziny. Pod żadnym pozorem nie wolno uchylać drzwiczek piekarnika w trakcie pieczenia, bo oklapnie (biszkopt!!!).
Kiedy ciasto stygnie, bierzemy się za masę: trzeba zagotować 3,5 szklanki wody z 1 i 1/3 szklanki cukru. Dwie cytryny wyszorować i otrzeć z nich skórkę. W kubeczku mieszamy 3 żółtka, sok z 4 cytryn i 5 łyżek mąki ziemniaczanej, niezbyt kopiastych, ale i nie całkiem plaskatych. Dalej tak, jak z kisielem z torebki: jak woda z cukrem zagotuje się, wlewamy miksturę z kubka i mieszamy do zagotowania, lewą ręką dorzucając startą skórkę. Jak kisiel zrobi BUL BUL, zdejmujemy z ognia.
Przestudzone ciasto przecinamy nicią albo ostrym nożem (my z Mamcią rozkawałkowałyśmy na 3 części i każdąśmy rozcinały osobno). Smarujemy masą cytrynową: grubo w środku i cienko po wierzchu. Całość posypujemy wiórkami kokosowymi (my lubimy grubo, więc zeszła cała paczka).
I teraz przed nami najtrudniejsze
odkładamy na noc do lodówki
bo bezpośrednio po zrobieniu ciasto jest suche, musi trochę się przegryźć i nasiąknąć kisielem. Następnego dnia smakuje nieziemsko dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


